Pomijając fakt, że nie mam praktycznie czasu na rysowanie (szkoła zabiera mi masę czasu, chciałabym zadawać maturę dopiero za rok _^_) to rysowanie zaczęło mnie frustrować. Zaczęłam mieć niepokojące objawy - mianowicie większość rysunków rysuję ze zdjęć, co mi się wybitnie nie podoba, bo nie zostawia miejsca na inwencję twórczą (fakt, że rysunek nigdy nie wychodzi mi podobny do tego, co na zdjęciu pomińmy milczeniem, bo jest to efektem moich mizernych zdolności przerysowywania). Ale nie dośc na tym - co gorsza coraz trudniej jest mi wymyślać coś własnego i denerwuje mnie to w stopniu niewypowiedzianym. Muszę z tym zwyczajem zerwać, ale jest ciężko. I ze stylem mangowym też nie mogę zerwać - a raczej strasznie trudno jest mi znaleźć jakiś taki własny sposób rysowania. I sama już nie wiem, co mam z tym zrobić _^_
Stanowczo rysuję za dużo musicalowych fanartów (co oczywiście jeszcze bardziej prowokuje do rysowania ze zdjęć

. To tak jakby tylko "Taniec wampirów" i "Elisabeth" siedziały mi w głowie.
Dobra, gdy nie myślę o tym, czego z historii mam się nauczyć to myślę głównie o tych dwóch musicalach, ale no nie przesadzajmy ><"
Tak więc ogólnie mówiąc nie mam pojęcia co z tą moją nędzną twórczością zrobić. I nie jest mi z tym najlepiej.
W porządku, kończę i idę się wzruszać po raz nie wiadomo który słuchając "Nienasyconego głodu" w wykonaniu Egyhazi Gezy, węgierskiego Krolocka, którego darzę płomiennym uczuciem od pierwszego września roku pańskiego 2007, kiedy to na spektaklu w Budapeszcie zdobył moje serce.